Autor: Dr Marek Kaczmarzyk

Edukacja w każdym ze swoich znaczeń oparta jest na relacji. To jej jakość wyznacza punkt wyjścia a więc wszystkie działania sprzyjające poprawie relacji i budowaniu prawidłowych, opartych na zrozumieniu związków pomiędzy ludźmi będą jej sprzyjały. Neurobiologia ostatnich dwóch dekad odkrywa biologiczne podłoże mechanizmów budowania relacji, które, przynajmniej w dwóch odsłonach mogą być kompatybilne z wysiłkami psychologów i pedagogów. Działania takie jak Program Nauki Zachowania (PNZ) są szansą kształtowanie kompetencji uwzględniających wiedzę z tego zakresu.

Pierwszą z nich jest zrozumienie znaczenia zmian jakie zachodzą w mózgu człowieka w trakcie jego ontogenezy a zwłaszcza w pierwszych latach oraz w okresie adolescencji. Zmiany te mają ogromny wpływ na działanie mózgu a więc, z kognitywnej perspektywy, na cechy modelu rzeczywistości jakie mózgi ludzi w różnym wieku tworzą dla siebie. Znajomość dynamiki tych zmian jest, moim zdaniem, niezbędna do prawidłowego rozumienia sytuacji i budowania relacji.

Drugą z odsłon jest, obszar odkryć dotyczących działania tzw. mechanizmów lustrzanych, które wyjaśniają znaczenie empatii i przekazów pozawerbalnych w procesie komunikacji. Wpływ reakcji lustrzanych jest jednak znacznie głębszy. Społeczny charakter gatunku ludzkiego jest wynikiem działania tych mechanizmów. Umożliwiają one nie tylko tworzenie teorii umysłu innych ludzi ale także wymianę podstawowych parametrów rzeczywistości a dokładnie jej modelu jaki buduje mózg.

Włączenie informacji na te tematy do programu  PZN wydaje się jego naturalnym uzupełnieniem.

1. Zmiany rozwojowe wyjaśniają podłoże konfliktów.

Wzmożone, prenatalne tempo dojrzewania mózgu utrzymuje się u ludzi  przez kilkanaście miesięcy po urodzeniu, a wydatki energetyczne z tym związane sięgają w tym czasie 60 procent ogółu energii, jaką zużywa organizm. Nieuniknioną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest całkowita bezradność ludzkiego noworodka i jego uzależnienie od opieki dorosłych. Trochę to przypomina sytuację torbaczy takich jak australijskie kangury. Ich młode rodzą się w stanie embrionalnym i muszą dokończyć rozwój przytroczone do sutków na dnie toreb swoich matek. Ludzki noworodek jest, w pewnym sensie, takim właśnie naturalnym wcześniakiem i trzeba mu naprawdę głębokiej „torby”, żeby przetrwał pierwszy rok życia. My ludzie, „uszyliśmy” ją z przywiązania, instynktów i uczuć, w których to, co wrodzone, przeplata się z tym, co osiągamy dzięki kulturze.

Konieczność opieki nad dzieckiem na tym wczesnym etapie rozwoju daje możliwość (nie tylko u ludzi zresztą) na powstanie bogatych związków i relacji. Emocje związane z obecnością innych ludzi są dla nas ważne także poza krytycznym okresem wczesnego dzieciństwa, jednak więzi, i co może znacznie bardziej istotne, kompetencje ich tworzenia, jakie powstają w tym okresie, stanowią coś w rodzaju emocjonalnego punktu odniesienia. Rodzaj i intensywność określonych reakcji jakie utrwalą się na tym etapie będą miały ogromny wpływ na zachowania w przyszłości. Dwulatek, który upada w obecności rodziców, spogląda na nich jeszcze zanim zacznie płakać. Od zachowania opiekunów zależeć będzie, w znacznym stopniu intensywność płaczu dziecka.

Douglas Fields w książce „Drugi mózg” zwraca uwagę na jeszcze jedną poważną konsekwencję naszego neurologicznego „wcześniactwa”[1]. Fakt, że ludzkie mózgi kończą swój rozwój już po urodzeniu, wystawia je na silny modyfikujący wpływ środowiska zewnętrznego. Mamy dzięki temu szansę na zmiany, które umożliwiają nam adaptację do warunków bieżących a nie prostą realizację programu utrwalonego w naszych genach. Oczywiście nie „oszukujemy” ewolucji. Biologiczne podłoże wciąż jest fundamentem.

W ciągu kilku kolejnych lat mózg dziecka osiąga swoją maksymalną złożoność. Liczba neuronów budujących korę mózgową, jądra podkorowe i inne skupienia komórek w pniu mózgu osiąga maksimum. Podobnie liczba połączeń, jakie wytwarzają z innymi komórkami nerwowymi jest największa w tym okresie. Nigdy później nie będzie już tak wielka. Kolejne kilkanaście lat spowoduje w niektórych częściach kory zanikanie większości komórek i połączeń między nimi[2],[3],[4].

Przyglądając się tej bezwzględnej eliminacji można dojść do wniosku, że czas nie jest dla naszych mózgów łaskawy, a młodość to okres bezpowrotnej utraty potencjalnych możliwości. Gwałtowny wzrost złożoności we wczesnym dzieciństwie wydaje się pozbawiony głębszego sensu, skoro następuje po nim równie gwałtowne usuwanie. Okazało się jednak, że gęstość kory mózgowej, rozumiana, jako ilość połączeń komórek nerwowych przypadająca na jednostkę objętości, nie jest wyznacznikiem możliwości mózgu. Sprawność oznacza tu raczej zdolność do precyzyjnego i szybkiego współdziałania poszczególnych części, a w tym nadmierna złożoność może przeszkadzać[5]. Poza tym zanik połączeń nerwowych w różnych częściach kory nie jest przypadkowy. Nie istnieją jeszcze metody pozwalające na precyzyjne śledzenie tego zjawiska, ale wiele wskazuje na to, że podobnie jak ma to miejsce w prenatalnej fazie wymierania neuronów kory mózgowej i tatj aktualna jest zasada zachowania tego co użyteczne. W tych częściach kory, które są częściej angażowane w działanie, prawdopodobieństwo eliminacji połączeń znacznie spada. Upraszczając można powiedzieć, że ostateczna architektura kory, powstaje pod wpływem doświadczeń, jakie stają się naszym udziałem w okresie dojrzewania. Rozwój mózgu jest z tej perspektywy procesem wyboru spośród wielu potencjalnych możliwości.

To, co się dzieje pomiędzy 5 a 20 rokiem życia, zdecyduje o zestawie kompetencji, jakimi będzie dysponował człowiek. Nie oznacza to całkowitego zamknięcia jakiegoś „okna”, poza którym nie istnieją już możliwości zmian, chodzi raczej o stopień potencjalnej gotowości.

Im więcej wiemy o budowie i funkcjach mózgu, tym wyraźniej widać jego otwartość na innych ludzi. Znaczna część kory mózgowej zawiera ośrodki pośrednio lub bezpośrednio zaangażowane w odbiór i analizę informacji o innych. To nasz informacyjny chleb powszedni i podobnie jak żołądki, przystosowane są do odpowiedniego dla nas pokarmu, tak mózgi ewoluowały w znacznej mierze właśnie w celu zdobywania informacji o naszych bliźnich[6].

Informacja, jaką uzyskujemy obserwując i oceniając innych ludzi zmienia nasze postrzeganie rzeczywistości. Jeśli widzimy coś ciekawego, a jesteśmy w towarzystwie znajomych, natychmiast i niemal automatycznie zwracamy im na to uwagę, a potem czekamy na reakcję. Zupełnie tak jakby nasze własne zainteresowanie, przerażenie czy zachwyt nam nie wystarczały. Odruchowo oczekujemy potwierdzenia oceny sytuacji i tracimy sporą część zainteresowania, jeśli osoby w naszym towarzystwie go nie podzielą.

Informacja, której źródłem są inni ludzie bywa dla nas często bardziej wiarygodna niż my sami. Jest tak, kiedy przyjmujemy jako swoje, poglądy grupy, ale też wtedy, kiedy w czasie testu zaglądamy do pracy sąsiada nawet, jeśli sami jesteśmy pewni odpowiedzi.

Nie mamy bezpośredniego dostępu do obiektywnej rzeczywistości. Parametry środowiska, takie jak światło, temperatura, twardość dotykanych powierzchni czy dźwięki same w sobie nic nie znaczą dla naszych mózgów. Sieci neuronalne rozumieją jedynie język potencjałów elektrycznych i chemiczne sygnały w postaci neuroprzekaźników. Żeby informacja o stanie środowiska mogła zostać przetworzona przez mózg, potrzebni są „tłumacze”. Taką rolę pełnią narządy zmysłów. Mózg działa na podstawie dostarczonych przez nie informacji Nasze mózgi budują model świata na nasz prywatny, bieżący użytek. Podstawą tworzenia takiego modelu są przede wszystkim wcześniejsze doświadczenia sumowane w postaci praw funkcjonowania świata. Aktualne informacje pochodzące z zewnątrz (percepty) są tylko uzupełnieniem, służą do uzgadniania modelu z bieżącymi zestawami zadań stawianych przez środowisko. Informacja o reakcjach innych ludzi zmienia warunki tworzenia tego modelu[7]. Procesy te mogą być przypadkowe, ale mogą też, a przynajmniej taką mamy nadzieję, podlegać pewnej kontroli. Ludzkie zachowania mają wpływ na to jak postrzegamy świat i siebie samych. To kogo najczęściej obserwujemy ma wpływ na to co sami będziemy w stanie dostrzec w otaczającym nas świecie. Rodzice, nauczyciele, wychowawcy starają się świadomie tworzyć społeczną przestrzeń o określonym charakterze. Z takiego punktu widzenia wychowanie i nauczanie są właśnie procesami intencyjnego kreowania warunków, tworzenia modelu świata.

Populacja ludzka to złożony system, w którym modele rzeczywistości kreowane przez poszczególne umysły przenikają się wzajemnie. Odkrycia współczesnej neurobiologii pozwalają na wgląd w mechanizmy tej wymiany. Sięgają nawet neuronalnego podłoża empatii, ale ich pełne znaczenie widać dopiero wtedy, kiedy spojrzymy na nie z przystosowawczej perspektywy.

Dorosła część populacji, służy całości do tego, żeby utrwalone i sprawdzone rozwiązania nie utonęły w niebezpiecznym nadmiarze nowych pomysłów. Jednak jej dominacja może ograniczać różnorodność. To z kolei wprawdzie zapewnia bezpieczeństwo w stałym środowisku, ale czyni nas bezradnymi wobec jego zmian. Rozwiązaniem wydaje się być umysł nastolatka działający w oparciu o mózg, którego siłą jest stan przebudowy.

Odmienne strategie stosowane przez dorosłych i nastolatków, prowadzą do zupełnie niezrozumiałych często wzajemnie dla obu stron. Napięcia, jakie temu towarzyszą zna każdy z nas. Konflikty w rodzinach, niesłabnąca opozycja nauczyciel – uczeń, wywołujące niesmak zachowania podrostków na ulicach, a nawet uczestnictwo nastolatków w stadionowych burdach, mają z tej perspektywy podobne podłoże. Nastolatki służą ludzkości do poszukiwania nietypowych rozwiązań, a do tego trzeba ryzykownych zachowań, ciągłego ruchu i to najlepiej poza kontrolą „wszystkowiedzących” dorosłych. Rolą tych drugich jest z kolei stworzenie warunków, jakie pozwolą młodym przeżyć i stać się źródłem rozwiązań w przyszłości.

Odmienne role, jakie pełnią osoby w różnym wieku w procesach gromadzenia i wykorzystywania informacji, nie wykluczają oczywiście porozumienia, a właściwe rozumienie ograniczeń, wynikających różnic w działaniu mózgu dzieci, nastolatków i osób dorosłych, może ułatwić życie obu stronom potencjalnego konfliktu.

 

2. Mechanizmy lustrzane czyli poza granicami światów.

Długo wydawało się nam, że podstawowym mechanizmem wymiany informacji o złożonych stanach wewnętrznych jest język, złożony, sformalizowany system kodów, za pomocą, którego możemy komunikować sobie wzajemnie.

I pewnie wciąż tak byśmy o niej myśleli, gdyby nie grupa włoskich badaczy pod kierownictwem, nieco ekscentrycznego, profesora Giacomo Rizzolattiego. Jego zespół zajmował się badaniem obszarów mózgu odpowiedzialnych za planowanie i wykonanie określonych ruchów.

Włoscy badacze zdołali wszczepić do mózgu makaków japońskich, delikatne elektrody, które rejestrowały pobudzenia komórek. Dzięki temu udało się odkryć neurony, które mają zwyczaj uaktywniania się jedynie w ściśle określonych warunkach.

Jednym z bohaterów tych badań stał się w końcu lat dziewięćdziesiątych neuron, który reagował pobudzeniem jedynie wtedy, kiedy małpa sięgała po leżący przed nią na stole przedmiot (konkretnie orzech ziemny).

Oczywiście trudno oczekiwać, żeby sięganie po orzech było w jakiś sposób wpisane w jedną jedyną komórkę nerwową. Nawet, jeśli przyjmiemy, (choć dane neurobiologiczne wcale tego nie potwierdzają), że w mózgu istnieje jakiś jeden określony podzespół sięgania po orzech, to będzie to zapewne złożona grupa wzajemnie ze sobą powiązanych i wspólnie działających komórek nerwowych, której nasz neuron stanowi jedynie element. Ważne jest to, że prof. Rizzolatti mógł śledzić związki pomiędzy aktywnością tego funkcjonalnie zdefiniowanego obszaru a konkretną czynnością. To oczywiście niezwykłe, ale jeszcze ciekawsze okazało się to, co w badaniach Rizzolattiego zostało odkryte przypadkiem[8].

W czasie jednej z przerw jeden z badaczy podszedł do stołu, na którym leżał orzech i zgarnął go małpie sprzed nosa. Jednocześnie aparatura zanotowała pobudzenie badanego neuronu. Okazało się, że neuron „sięgania po orzech” uaktywnia się także wtedy, kiedy małpa tylko patrzy na to jak taką czynność wykonuje ktoś inny[9]. Pozornie to zjawisko wydaje się mało znaczące. Jest to jednak bez wątpienia jedno z doniosłych odkryć przełomu XX i XXI wieku. Wyjaśnia bowiem, jak to możliwe, że obserwując innych ludzi potrafimy określić, co wtedy czują. Inaczej mówiąc, prof. Rizzolatti i jego współpracownicy odkryli biologiczne podłoże empatii[10].

Włoscy badacze nazwali odkrytą przez siebie komórkę neuronem lustrzanym. Określenie to przyjęło się w neurobiologii rozszerzone potem na bardziej ogólne określenie – „mechanizmy lustrzane”. Pozwalają one bowiem na „odbicie” wewnętrznego stanu osoby obserwowanej w umyśle obserwatora.

Opisane zjawiska są przykładami działania mechanizmów lustrzanych, które, jak się okazało, są liczne i sprawne także u ludzi[11],[12],[13].Kiedy widzimy, jak ktoś krzywi się z bólu, potrafimy określić jego natężenie nawet, jeśli nie wiemy, co konkretnie boli obserwowaną przez nas osobę. Kiedy widzimy kogoś uśmiechniętego od ucha do ucha, szukamy w jego otoczeniu czegoś, co i nas rozbawi a często sami „zarażamy się” jego dobrym humorem.

Reakcje lustrzane nie dotyczą jedynie planowania ruchu, bólu czy śmiechu. Praktycznie wszystkie stany umysłu mogą być w taki sposób przenoszone, oczywiście jedynie wtedy, kiedy ich obecność widoczna jest w wyrazie twarzy lub gestach osoby, którą obserwujemy[14]. Z znaczeniem i działaniem mechanizmów lustrzanych wiąże się często popełniany błąd, który prowadzi do licznych nieporozumień. Wbrew nazwie, nie służą one do kopiowania stanów umysłu innych ludzi. Kiedy przyglądamy się komuś, mechanizmy lustrzane powodują, że nasze mózgi przyjmują stany, jakie miałyby w nich miejsce, gdybyśmy my sami robili czy czuli to, co obserwowana osoba. Nie kopiują stanów innych ludzi. Reagujemy jedynie na to co widzimy.

Mechanizmy lustrzane mają też znaczenie w procesie motywacji, a to ma bezpośrednie znaczenie w  nauczaniu i wychowaniu. Nie istnieje bowiem nic bardziej zabójczego dla zainteresowań przyrodniczych pięciolatka, niż obrzydzenie na twarzy jego opiekuna, który widzi jak dziecko z mozołem wydłubuje z miękkiej ziemi wijącą się dżdżownicę. Mechanizmy lustrzane malca reagują na wyraz twarzy opiekuna i nagle w jego umyśle pojawia się wstręt. Niedawne odkrycie staje się zdecydowanie mniej ciekawe, niż jeszcze chwile wcześniej. Dziecko z „lustrzanym” wstrętem odrzuca wijące się stworzonko i gwałtownie wstaje.

Stosunek dziecka do mało apetycznych dżdżownic może się nam wydać mało istotny, jednak jeśli spojrzymy na to z szerszej perspektywy sprawa ta jest znacznie poważniejsza. Reakcja opiekuna powoduje znaczną zmianę w świecie dziecka. To spora odpowiedzialność której najczęściej nie dostrzegamy. Możemy bowiem kopiować nie tylko stany innych osób ale także ich stosunek do świata, sądy, poglądy i uprzedzenia. Powszechna obecność u ludzi mechanizmów tego typu świadczy ponadto o tym, że były one dla nas korzystne w przeszłości.

Jeśli w mgnieniu oka nasze zachowania mogą wpływać na podstawowe cechy świata osób, które znajdują się w naszym otoczeniu, to mamy tu do czynienia ze sporą odpowiedzialnością. Mało tego, obecność mechanizmów opisanych wyżej świadczy, że ta odpowiedzialność okazała się opłacalna w naszej przeszłości. Mechanizmy lustrzane, choć działają automatycznie, nie są oczywiście u dorosłych ludzi decydujące o naszym stosunku do innych osób. Znajomość ich obecności, siły działania i następstw mogą być, dla świadomego swojej roli wychowawcy nieocenionym narzędziem.

Podobne, do wyżej opisanej scenki widuje się częściej, niż byśmy sobie mogli tego życzyć. Same w sobie nie są niczym wyjątkowym, ale widziane poprzez pryzmat zjawisk lustrzanych mają znacznie poważniejsze konsekwencje. Co tak naprawdę nas interesuje, co jest zbiorem naszych własnych sądów na temat świata? I co najważniejsze, kiedy kształtuje się nasz do niego stosunek? W świetle odkryć Rizzolattiego wszystkie te pytania trzeba chyba postawić na nowo…

Stający przed klasą nauczyciel, przygotowany do prowadzenia lekcji, swoją postawą, wyrazem twarzy, głosem i gestem wyraża także stosunek do sytuacji, w jakiej się znajduje. Mechanizmy lustrzane uczniów działają i lekcja będzie dla nich w znacznej mierze taka, jak to, co poczują, obserwując nauczyciela. Jeśli jest znudzony, zniechęcony, zły lub obolały, takie też będą w znacznym stopniu umysły jego uczniów. Ich mózgi wejdą w stan, jaki towarzyszy u nich samych, obserwowanym przez nich zachowaniom nauczyciela. Podobne mechanizmy działają też w każdym domu, przy każdym wspólnym śniadaniu. Wyraz twarzy ojca, któremu dziecko podsuwa rysunek, zadecyduje o wartości pracy, jaką włożyło w jego narysowanie, o sensie włożonego wysiłku, o wielu sprawach, o których najczęściej nie myślimy w takiej sytuacji.

Rodzicielskie i nauczycielskie mechanizmy lustrzane nie są odporne na zachowania podopiecznych. Stanąć naprzeciwko, z założenia „zniechęconej” klasy to koszmar, który znają wszyscy nauczyciele. Jeśli jednak jesteśmy na tyle silni żeby oprzeć się lustrzanej reakcji nagroda, w postaci stopniowo pojawiającego się zainteresowania u uczniów, jest bezcenna.

To oczywiście trudna sztuka, choć nie niemożliwa. Czasem nie musimy dokładnie wyjaśniać uczniom znaczenia wiedzy, jaką staramy się przekazywać, nie musimy też zawsze przekonywać o tym, że jest ciekawa. Jeśli dobrze to rozegramy przekonają ich o tym ich własne mechanizmy lustrzane. Oczywiście tylko wtedy, kiedy będą miały, co „odbijać”.

Wbrew temu co najczęściej sami nauczyciele sądzą na temat swojej roli, równie ważne jak to co mówią jest to, w jaki sposób to robią. Nauczyciel nie zainteresuje ucznia przedmiotem którym sam nie jest zainteresowany.

Tym co przyciąga uczniów nie jest interesujący przedmiot ale sposób w jaki interesuje się nim nauczyciel. To jego pasja wywołuje pasję jego uczniów. I jest ona bezpośrednią przyczyną ich zainteresowań.

 

  • [1] Fields D.R. (2011): Drugi mózg. Rewolucja w nauce i medycynie, Warszawa: Prószyński i spółka.
  • [2] Gogtay N; Giedd J. N; Lusk L. i wsp.(2004): Dynamic mapping of human cortical development during childhood through early adulthood. Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America, 101(21), s. 8174-8179.
  • [3] Romine C. Reynolds C. (2005): A model of the development of frontal lobe functioning: finding from a metaanalysis. Applied Neuropsycholgy, 2 s. 190 – 201.
  • [4] Giedd J. N;, Blumenthal J; Jeffries N. O. i wsp.(1999): Brain development during childhood and adolescence: a longitudinal MRI study. Nature neuroscience, 2(10), s. 861.
  • [5] Interesujących argumentów na rzecz tej tezy dostarczyły dość nieoczekiwanie badania nad komputerowym modelowaniem procesu rozumienia zdań. Wynika z nich, że tworzenie kompetencji rozumienia zdań wielokrotnie złożonych przez sieci neuropodobne, wymaga celowego ograniczenia złożoności sieci. Więcej w: Elman J.L. (1993): Learning and development in neural networks the importance of starting small. Cognition, 48, s. 71 – 99, Elman J.L. (1999): Origins of language. A conspiracy theory. [w] MacWhinney W. (red) The emergence of language. Hillsdale, NJ: Erlbaum.
  • [6]  Dunbar R. (2009): Pchły, plotki i ewolucja języka. Warszawa: Wydawnictwo Czarna Owca
  • [7] Na kanale TED pod adresem: www.ted.com/talks/vx_rama_chandran_the _neurons_that_shaped_civilization, można posłuchać niesamowitego wykładu Vilayna Ramachandrana na ten temat.
  • [8] Bauer J. (2008): Empatia. Co potrafią neurony lustrzane. Warszawa: Wydawnictwo PWN
  • [9] Gallase V; Fadiga L; Fogassi L; Rozzolatti G. (1996): Action recognition in the premotor cortex. Brain 119: s. 593 – 609.
  • [10] Gallase V; Keysers C; Rizzolatti G. (1994): A unifying view of the basis of social cognition. Trends in cognitive sciences 8(9): s. 396 – 403.
  • [11] Buccino G; Vogt S; Ritzl A. iwsp. (2004): Neural circuits underlying imitation learning of hand actions: an event related fMRI study. Neuron, 42 s. 323-334.
  • [12] Buccino G;Binkofski F;Fink G.R. iwsp. (2001): Action observationactivatespremotor and parietalareas in a somatotopicmanner: anfMRIstudy. Eur J Neurosci. 13(2) s. 400-404.
  • [13] Cattaneo L;Rizzolatti G. (2009). The Mirror Neuron System. ArchNeurol  66(5) s. 557-560
  • [14] Bauer J. (2008): Empatia. Co potrafią neurony lustrzane. Warszawa: Wydawnictwo PWN.

 

Strona PNZ wykorzystuje pliki cookies tylko w celu ułatwienia jej przeglądania!

OK